Wyśmienity skrzypek Francois Pineau-Benois, hiszpański dyrygent Marc Moncusi oraz orkiestra Filharmonii Kameralnej im. Witolda Lutosławskiego w Łomży zapewnili licznym słuchaczom niezapomniane artystyczne przeżycia. Głównymi punktami programu były
Koncert skrzypcowy nr 5 op. 37 Henri’ego Vieuxtempsa oraz España Isaaca Albéniza, a koncert odbył się dzięki współpracy Filharmonii Kameralnej z Ambasadą Hiszpanii w Polsce oraz promującemu twórczość kompozytora Henri Vieuxtemps Association.

Czasy, kiedy koncerty o typowo klasycznym programie przyciągały w Łomży zaledwie garstkę najbardziej zagorzałych melomanów, to już odległa przeszłość. Frekwencję zapewniają nie tylko posiadacze koncertowych abonamentów, których z każdym kolejnym sezonem jest coraz więcej, ale też inni, równie liczni słuchacze, w tym osoby spoza Łomży. Nic więc dziwnego, że publiczność dopisała również w poświąteczny czwartek, nader entuzjastycznie reagując na zróżnicowany i dopracowany program oraz jego błyskotliwe wykonanie. Otwierająca całość Symfonia na smyczki nr 10 h-moll MWV N 10 Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego pojawia się w repertuarze łomżyńskich filharmoników już od jakiegoś czasu, ale każde kolejne wykonanie dzieła zaledwie 13-letniego wtedy kompozytora zaskakuje czymś dotąd nieznanym. Marc Moncusi, dyrygujący w Łomży po raz pierwszy dyrektor artystyczny Asociación de Conciertos de Reus, wyeksponował więc w swojej interpretacji utworu, będącego jeszcze na styku klasycyzmu i romantyzmu, ten swoisty dualizm, przywiązując równie dużą wagę zarówno do partii lirycznych, jak też tych bardziej dynamicznych. Było to możliwe, ponieważ w 15-osobowej orkiestrze smyczkowej FKWL z koncertmistrzynią Izabelą Bławat-Leofreddi na czele, hiszpański dyrygent znalazł równorzędnych partnerów, potrafiących niezwykle wnikliwie oddać jego intencje oraz dodać utworowi Mendelssohna-Bartholdy’ego jedynego w swoim rodzaju sznytu.
Był to jednak wciąż tylko swego rodzaju wstęp przed głównym punktem programu pierwszej części koncertu, to jest Koncertem skrzypcowym nr 5 op. 37 Henri’ego Vieuxtempsa.
To wciąż najpopularniejsze i bardzo chętnie wykonywane dzieło belgijskiego kompozytora, który był również jednym z najlepszych skrzypków XIX-stulecia, nie bez powodów porównywanym z samym Paganinim. Dlatego jego utwory, pisane z myślą o skrzypkach-solistach, nie należą do łatwych i nie każdy może się z nimi zmierzyć.
Jednak Francoisa Pineau-Benoisa, jednego z najwybitniejszych francuskich skrzypków młodego pokolenia, stać na podjęcie takiego wyzwania, bo to nie tylko wielkiej klasy wirtuoz o nieskazitelnej technice, ale też niezrównany interpretator, a do tego artysta niezwykle muzykalny. W jego wykonaniu ta wirtuozowska perełka zalśniła pełnym blaskiem, zwłaszcza romantyczne Adagio, które Vieuxtemps oparł na melodii wywiedzionej z arii zaczerpniętej z opery „Lucile” André Grétry’ego. Publiczność potrafiła docenić kunszt francuskiego wirtuoza, który zachwycony entuzjastycznym przyjęciem zrewanżował się jej aż dwoma bisami, prezentując utwory Bacha i Paganiniego.
Nie oznaczało to jednak, że po przerwie orkiestra pozostała na przegranej pozycji, bowiem
Filharmonia Kameralna im. Witolda Lutosławskiego w Łomży wykonała po antrakcie co prawda tylko jeden, ale za to jaki, utwór. Orkiestra zmierzyła się z Españą Isaaca Albéniza w opracowaniu na orkiestrę smyczkową, zabierając publiczność w podróż po najbardziej urokliwych zakątkach Hiszpanii: od Asturii, przez Kadyks, Kordobę, Majorkę aż do Sevilli.
Poszczególne miniatury oddawały w dźwiękowej formie ich obrazy, a prowadzona pewną ręką maestro Moncusiego orkiestra snuła tę opowieść tak przekonująco, że koncert mógł zakończyć się w tylko jeden sposób, to jest bisem. Kolejna okazja do takich przeżyć już niebawem, bo 23 kwietnia – będzie to koncert niezwykły, z racji aż trzech jubileuszy jego uczestników, w tym 40-lecia pracy artystycznej Jana Miłosza Zarzyckiego, dyrektora naczelnego i artystycznego łomżyńskiej orkiestry.

Fot. Wiesław W. Wiśniewski

 

Fot. FKWL