Fryderyk Chopin – Koncert fortepianowy e-moll op. 11

O genezie koncertu

„Piękno kształtem jest miłości” – pisał Cyprian Kamil Norwid w poemacie Promethidion (1851), wskazując na to, że to co prawdziwie piękne jest zrodzone z prawdy, z uczucia, z czystego przeżycia i szczerego wyznania. O muzyce Chopina, po wykonaniu Koncertu f-moll 17 marca 1830 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie, Maurycy Mochnacki pisał w „Kurierze Polskim”, że „jego Koncert można by porównać do życia człowieka sprawiedliwego, żadnej dwuznaczności, fałszu, przesady […] cały jest oddany geniuszowi muzyki, którym tchnie, oddycha […] Zawsze jest nowy, świeży, słowem natchniony”.

To wiele mówi nam o muzyce Chopina w ogóle, a w szczególności o jego wyjątkowym, jeszcze młodzieńczym osiągnięciu kompozytorskim, jakim są oba koncerty fortepianowe e-moll op. 11 i f-moll op. 21, napisane w 1830 roku, ostatnim roku spędzonym przez kompozytora w Polsce. To utwory, w których Chopin odsłania swą kompozytorską twarz, staje się sobą, jak pisał Mieczysław Tomaszewski – najwybitniejszy badacz życia i twórczości kompozytora.

Ciekawe, że Koncert e-moll op. 11, choć wydany drukiem jako pierwszy, powstał jako drugi, po Koncercie f-moll op. 21, który został zaprezentowany publiczności już w marcu 1830 roku. Nie wybrzmiały jeszcze jego ostatnie dźwięki, jak Chopin zaczął szkicować swój drugi fortepianowy koncert. Pisał do swego przyjaciela Tytusa Wojciechowskiego pod koniec marca 1830 r., że jeszcze przed świętami Wielkiej Nocy zamierza skończyć pierwszą część Allegro drugiego Koncertu e-moll. Praca nad tą kompozycją wiosną 1830 roku zbiegła się z czasem przygotowań do wyjazdu Chopina z Polski. Kompozytor przedsięwziął podróż zagraniczną, w daleki świat, aby odwiedzić ważne europejskie miasta, dla poszukiwania nowych kompozytorskich kontaktów, dla kariery i lepszej przyszłości. Fryderyk wahał się, zwlekał, nie był pewny tej decyzji, pełen był niepokojących uczuć. Z jednej strony wiele oczekiwał po tej podróży, chciał jechać do Wiednia, do Włoch, do Paryża, aby poznawać wielką muzykę w najlepszych teatrach Europy. W maju pisał do Tytusa, że nie wie, co z jego podróżą, że może lepiej poczekać z nią do września, bo dopiero wtedy opera włoska w Wiedniu rusza, więc nie ma co się spieszyć. A co ważne, jeszcze przed wyjazdem planował przecież nowy koncert, który miał zostać zaprezentowany warszawskiej publiczności na pożegnanie.

W maju 1830 roku Chopin ukończył Allegro, pierwszą część koncertu. Rondo, jego część trzecia, wciąż było w opracowaniu. Jednak, jak wyraził się sam twórca, na to potrzeba mu było weny, więc na nią cierpliwie czekał. Mając część pierwszą, nie martwił się o resztę.

Koncert e-moll op. 11 zabrzmiał na scenie Teatru Narodowego w Warszawie 11 października 1830 roku w wykonaniu Chopina jako solisty, któremu towarzyszyła orkiestra pod dyrekcją Carla Solivy. Występ ten pomyślano jako koncert pożegnalny Chopina z Warszawą. Obok kompozytora i orkiestry pojawiły się wtedy także dwie młode śpiewaczki – Aneta Wołkow, która wykonała Arię Solivy po pierwszej części fortepianowego koncertu w formie zwyczajowo przyjętego intermezzo (przerywnika) i Konstancja Gładkowska, która wystąpiła w cavatinie Rossiniego z opery La donna del Lago, w drugiej części wydarzenia po uwerturze do Wilhelma Tella. Na koniec powrócił jeszcze raz Chopin, dając swą Fantazję A-dur na tematy polskie. Kompozytor jak zwykle z humorem, zadowolony z efektu, opisywał całe zdarzenie w liście do Tytusa Wojciechowskiego w słowach: „tym razem i ja się rozumiałem, i orkiestra się rozumiała, i parter się poznał. Wywoływano mnie – ani razu nie syknięto”. Stwierdzenie to pozwala sądzić, że nie tylko braw, ale i krytyki w tamtych czasach nie szczędzono. Koncert był ważnym wydarzeniem w ówczesnej Warszawie. Przybyło nań około siedmiuset słuchaczy, co stanowiło o dużym zainteresowaniu. Brawa były huczne, i jak pisał Chopin „dyrygent był kontent”. Z relacji publiczności i przyjaciół wynika, że wszyscy pozostali tym pięknym koncertem wzruszeni, a Warszawa naprawdę żyła nim jeszcze w kolejnych dniach. Podróż Chopina zbliżała się wielkimi krokami, kompozytor przygotowywał się do drogi. W dniu wyjazdu kompozytora żegnała rodzina, przyjaciele odprowadzili artystę aż do wolskich rogatek, a Konstancja wpisała do jego pamiętnika znamienne słowa: „Przykre losu spełniasz zmiany, / Ulegać musisz potrzebie. /Pamiętej, niezapomniany, / Że w Polsce kochają Ciebie…”.